Przedświątecznych rozważań kilka. >> piątek, 23 grudnia 2005 12:46:53
Skłamałam, z palca wyssałam.
Skłamałam, ot tak całkiem niewinnie.
Byś chwile był mój.
Byś tylko był przy mnie.
Szaleje. Ze ścierą, z miotłą i mopem. Fruwam to tu, to tam. Sufit - podłoga - sufit. A potem jeszcze schody, weranda. Dobrze, że garażu nie muszę sprzątać:) Listonosz też kilka miłych niespodzianek przyniósł. Moja kochana siostra, mój kochany brat. Szkoda, że Mazury są tak daleko. Wesołych, spokojnych.
Nie dowiesz nigdy się.
Co prawdą a co kłamstwem jest.
I nim cokolwiek ci powiem.
Najpewniej znowu zmyśliłam to sobie.
Pare chorych urojeń. Kręci mi się w głowie. Czuje się niedotleniona. Znowu mam zimne dłonie. Czyli jednak to prawda? Gorące serce? Patrzę dokoła. Uśmiech. Miły gest. Lewituje pomiędzy. Między - między. Nie powiem nic. Po co? Zacinam się w sobie. Na dobre. Alleluja!
Bezczelnie znów kręce.
Skruszona nie jestem.
O nie wogóle nie czuje się winna.
Nie byłabym sobą gdy byłabym inna.
Odzywają się we mnie szczątkowe (na to wychodzi) wyrzuty sumienia. Próbuje patrzeć w przyszłość przez pryzmat mojego zachowania. Wredna małpa i paskuda. Bestia. Ihaaa... ? Nieważne. W tym wszystkim ja jestem ważna. Długo, za długo słuchałam tych słów. Aż w nie uwierzyłam. Jako najmłodsza z rodziny nie mam wiele do powiedzenia, ale za to jestm rozpieczonym, kochanym dzieckiem - z punktu widzenia socjologii. Aj, dobrze. Zawsze mi się upiecze wiele przekrętów. Mogę sobie spokojnie spać. A kiedy przyjdą burze zrobie niewinną minke, za wybuch złości nikt mnie nie skarci. Ot co!
Już sama w swych kłamstwach gubie się.
Nie licze się z nikim.
Niczego nie wstydze.
Bo najważniejsze jest nie żałować tego co zrobiliśmy, ale tego czego nie udało nam się osiągnąć. I tak jest. To było, wtedy zrobiłam wszystko, zrobiłam to co uważałam za odpowiednie. Faktycznie może teraz posunęłabym się do innych działań. Ale nie chce gdybać... Jestem wolna:)
Kto kłamstw raz nauczony jest.
Kłamstwem mam skażoną krew.
Na kłamstwie swoje zycie budować chce.
No tak, patrze w twe oczy. Patrze w jej oczy. Zaglądam w ich oczy. Przecież jest pięknie. Wtedy też było i oczywiście że będzie. W listopadzie, w kwietniu, w czerwcu, i znów w listopadzie, teraz w grudniu. Powtórka z rozrywki. Uwielbiam to robić. To jest złe. Nie czuję się winna. To źle? Chora jestem:)
komentarze [6]zaśpiewaj, żebym z lekka skonała. >> środa, 14 grudnia 2005 14:07:20
R o z w i e w a // m n i e . . .
Nie ma nic, z tymi co miało coś być.
Uwolniłam się już.
A.
M.
P.
Fiuuuu fiuuuu
W i e j e . . .
Ręce czerwone od trzepania chodników. Rece popękane od mycia okien przy temp. 0 stopnii. Ręce uwolnione z mocnego uścisku.
Nie chciałam by mnie trzymano. Próbowałam nie dać się złapać. A złapano mnie. Chciałam uderzyć w twarz. Nie miałam jak. Tylko to spojrzenie. Oczy miały powiedzieć wszystko. Wydaje mi się, że nie zrozumiano tego. Nie moja wina, że taki niedomyślny.
W i e j e . . .
A teraz udajemy, że nic się nie stało. Udaję, że wcale mnie to nie obchodzi. Nie, już nie musze udawać. Bo to już mnie nie interesuje. Rób co chcesz.
Tylko czasem myśle, jak można żyć z taką świadomością. Że się tak traktuje innych. Jak rzeczy. Jak przedmioty. Może i są wyrzuty sumienia. Dobra gra.
Ja jestem sobą.
R o z w i e w a // m n i e e e . . .
I rzucam to w cholere.
Nie jest mi potrzebny. Do niczego. Umiem się odegrać. Umiem się odbić.
Wszystko jest za mną.
W y p r o w a d z a m // s i ę // n a // g ó r ę . . .
I mówić mi nie musisz niczego. Żyjemy w tak różnych światach. Na krańcach kraju. Lubię a często powtarzam, że kocham. Taka moja mała Bestia. I nie chcę się gniewać, nie chcę się dąsać. Pozostało mi do przemyślenia, czy w całym egoistycznym pędzie nie powinnam przystanąć i zapytać "Hej! Jak się masz? Co u Ciebie?" Odpowiedziałabyś mi? Prawdą za prawdę? Pan z Herbaciarnii... Pani spod Adasia...
Z a ś p i e w a j // żeb y m // z // l e k k a // s k o n a ł a . . .
Nagrane demo. O przepraszam. Perkusja. Kariera nie tak wielka jak filmowa. Dobrze, że robimy to co kochamy. Ciepła rozmowa przez gadu. Jak dobrze żyć w świecie mieł miraży, siwych z dymu balejaży.
W // d a l e k i m // t l e // a b s t r a k c j a . . .
Brooklyn. Zapach Indii. Świetna zabawa, doskonałe zrozumienie. Przyjaźń. Dobrze mieć obok ten sam znak zodiaku. Choć w gwiazdy nie wierze. Budowane złudne szczęście, silna wiara na jej wierze. Ma siłe. Podnosi się raz po raz. I zazdrość tak kłuje w serce. Obok, krok za. Kręci się w głowie, wiruje świat. Efemeryczna miłość. Ciepłe ciało, słodkie pocałunki.
S z m e r y . . .
komentarze [5]nabieram wodzy. trzymam kontakt. nie dam się ponieść. >> sobota, 3 grudnia 2005 12:51:59
No tak. Głęboki oddech. Wstaję. Nie zbyt szybko. Jeszcze boli. Najpierw przednie kończyny, potem zad. Delikatnie otrzepuje się.
Powoli nabieram wodzy. Nawiązuje kontakt. Siadam głębiej w siodło życia. Mocniej trzymam kolanami. Działam łydkami na przemian. Spokojne, równe tempo. Cichym stępem do przodu, wśród głębokich piasków problemów. Nie ugrzęzne tym razem. Nie spadnę tym razem. Nie dam się ponieść. Nie pozwole trzymać łba przy ziemi. Ma mnie słuchać. Ma współpracować ze mną. Jeżeli ruszy galopem, docisne z boku, zamknę rękę. A gdy to nie podziała, bez skrupułów szarpne za wodze.
Nie mam siły walczyć zachowujac wszelkie prawa i przepisy.
To nie wychodzi.
I przy kolejnym bryknięciu, przy następnym dębie upadnę tak, że już nie wstanę.
Zbyt długo życie ciągnęło mnie po ziemi, kiedy noga została mi w strzemieniu.
Na razie z czułością głaszcze po szyji. Ciche rżenie, po wielkiej przegranej burzy...
komentarze [6]