miłość. >> środa, 9 lutego 2011 20:38:11
jak wino uderza do głowy
mocno
zakręciła pięknie świat
i zwaliła z nóg
teraz zwracam ją, jeszcze ciepłą
pozostaje okrutny niesmak
życiowy kac
komentarze [1]set me free >> środa, 2 lutego 2011 20:13:18
mój kolorowy świat jak z klocków LEGO rozpadł się.
więcej w nim odcieni smutku i szarości.
siedem miesięcy temu życie walnęło mi z zaskoczenia barana.
nie do wysiedzenia.
a po nim przyszedł upadek i połamane życie.
nie mam siły nawet próbować wydostać nogi ze strzemienia.
bo z uporem maniaka, kochając pakować się w kłopoty, nie odbezpieczyłam puśliska.
czuję pod sobą dokładnie każdy kamień.
jedne problemy przychodzą znienacka, inne na własne życzenie.
komentarze [1]Winnie >> piątek, 14 stycznia 2011 20:57:37
Próbuję zaczerpnąć powietrza, a żal rozrywa mi płuca.
Nie sądziłam, że potrafię skreślić cztery lata.
Wrósł już we mnie, stał się nieodłączną częścią mojego życia.
A mimo to.
Winnie.
Winna.
Winny.
Taką przyjaźń to mogę sobie o kant dupy rozbić.
Życie na tabletkach, bo wino już nie pomaga...
komentarze [0]czas Atrey'a >> czwartek, 21 stycznia 2010 21:05:16
Wracam tutaj.
Szarpiąc się ze sobą.
Tak wiele się zdarzyło, nie było mnie tutaj prawie 2 lata.
A Wy jesteście?
Ajatuksja.
K - sztuka miłości.
Wypluwam z siebie strzępki melancholji.
Zakończenie historii porusza do głębi.
Tęskniąc za niemożliwym poraża niemoc.
Czy taka będzie nasza miłość?
Święto Duchów, zakrwawiona firana i uśmiech Lin.
Wraca wrażliwość utracona przez walkę z codziennością.
Może znowu zacznę pisać....
komentarze [2]Opera >> sobota, 31 października 2009 15:41:34
Próba generalna po długiej nieobecności.
komentarze [2]:* >> środa, 10 września 2008 11:09:35
Kochaj mnie jak umiesz
Bo
Jesteś całą moją mocą, bez Ciebie nie mogę trwać już więcej
Więc powiedz, że tu jesteś i będzie po wszystkim
Uwierzę we wszystkie Twoje kłamstwa
Tylko udawaj, że mnie kochasz
komentarze [3]Palestyna płonie dla królowej... >> środa, 27 lutego 2008 19:10:11
Oj, dawno mnie tu nie było.
Od listopada blog zdążył obrosnąć srebrną pajęczyną.
Pfuu. Ale tu kurzu... a-a-a-apsik.
Na zdrowie!
A właśnie, o zdrowie walczyłyśmy uparcie i zawzięcie.
I się udało! :)
Ta cisza, która tu nastąpiła, była ciszą która zwiastuje burze. W pełnej jej krasie, z najciężyszmi chmurami, wichrami zacinającymi deszczem.
Burza we mnie, burza w nas.
Ale skoro wróciłam, można to potraktować jak swoistą odwilż.
Rośnie temperatura, przewietrzyć wnętrze trzeba.
Wyszaleć się na koniach.
Galopy, zawijasy, w górę, w dół, kopniaki od Bilarda, kopniaki w Kubusia.
A potem przez lotnisko.
Strzelce kochają wolność, niezależność i konie.
Strzelce zawsze dopną swego!
komentarze [3]Nikt nie śpi >> piątek, 2 listopada 2007 20:08:13
Nikt nie śpi
Oczy wlepione w sufit
Bolą od braku snu
Płaczu
Płonący cmentarz
Pochmurne myśli
Nie chcę by zła myśl się rozbudowała
By doszła do głosu najczarniejsza wizja
Wierze, że niedługo będzie już koniec
Musi ! być ! koniec !
Pisane prozą
Przygarnęłam żółwia, przygarnęłam psa, a teraz mam drugą koszatniczkę
Czasem jest tak, że od razu się wie, jakie imie nadać zwerzakowi
Teraz nie mam do tego głowy
W poniedziałki, wtorki, środy i piątki mam Wobera
Tylko dla siebie, całego calusiego
Na studiach galimatias, wykładowcy mają nas za "gupkuw"
Przynajmniej taki jeden z Historii historiorafii
Temat magisterki: Symbol konia w kulturze starożytnej
Czy to nie przesada?
Zasypiam.
komentarze [3]przytul mnie, Życie. >> czwartek, 20 września 2007 19:21:04
Rozklejam się jak stary kapeć. Chodzenie po ścianach wychodzi mi wyśmienicie. Kiedy przyjdzie czas na sufit?
Może kiedyś zechcę nauczyć się latać?
Rozłożę ręce i skoczę z okna.
W polskiej rzeczywistości chorować i chodzić po lekarzach, to dopiero trzeba mieć zdrowie!
Drugi raz piszę. W tym momencie miało być o moim Aniele Stróżu, ale zawiesił mi się komp i wszystko diabli wzięli. Czyżbym źle coś napisała? Stwierdziłam, że to będzie ciężka znajomość.
Bo nie widzę.
Nie czuję.
I nie słyszę.
Błądzę w gęstej, zaganianej, obdartej z wartości i uczuć Głuszy.
Ale sen piękny miałam. Idąc po konie z wybiegu, wśród zieleni dostrzegłam tęcze. Była na wyciągnięcie ręki.
I dotknęłam jej.
Kolorowy puch.
Skarbu nie było, widocznie to nie ten koniec.
Patrzę na Manfreda, który ćwiczy nurkowanie na bezdechu. Siedzi pod wodą, i mam nadzieję, że nie chce popełnić samobójstwa. A może szykuje się do ucieczki kanałami? Przyzwyczaiłam się do niego. Maniek, fajny z ciebie żółw.
Nie chcąc się użalać nad sobą, wzdycham ciężko.
Przytul mnie, Życie...
komentarze [4]nie mówmy "żegnam, lecz "do widzenia" >> sobota, 1 września 2007 20:27:33
Spadła na mnie jak grom z jasnego nieba.
Oszołomiona, zdziwiona.
Po chwili łzy zaczęły napływać mi do oczu.
W telewizji powtarzają informację.
Już wiem, to nie sen.
To koszmar, ale nie można się obudzić.
"Odrzuciwszy smętność ziemskich kajdanów
tańczę w niebiosach
na skrzydeł srebrnych radości
wspiąłem się się ku słońcu
w nieokrzesaną wesołość chmur
przedzielonych światłem
i oddawałem się tysiącom rzeczy
o których nikt nawet nie śnił
w pętlach, wzlotach i wstęgach
i ciszą umysłu niesiony
przemierzałem nieskalaną świętość przestrzeni
uniosłem dłoń moją
i dotknąłem
oblicza Boga! "
Jeszcze wczoraj denerwował mnie dźwięk silników.
Słychać było nawet przez zamknięte okna.
Kilka minut drogi od mojego domu zielona przestrzeń.
Byli nieodłącznym elementem krajobrazu.
Dziś ich już nie ma.
"Bóg chciał stało się
choć żal serce rwie
to On nadał kurs Wam do nieba
pewnie nie chciał być sam
potrzebował Was tam
tylko czemu już dziś powiedz nam?"
Dla ŻELAZNYCH - grupy akrobacyjnej z Przylepu.
Ronie gorzkie, smutne łzy.
"nad zachmurzonym niebem
szukamy ptaków
powracających do gniazd
oddajmy Bogu w ręce
tę czarną wstęgę
nie chce jej Panie nikt z nas"
[*] L.M. - lat 62
[*] P.B. - lat 24
komentarze [3]Play dead. >> piątek, 31 sierpnia 2007 21:56:50
Przeglądam archiwum i poluję na najlepszą notkę.
Jeden dzień z życia. Ambitnie chcę publikacji w Gazecie L.
Nawet nie wiem jakie są moje pobudki do tego czynu.
100 zł za najlepszy tekst tygodnia nie powala z nóg, gdy potrzebne troche wiecej.
Przeglądam stary, zakurzony zeszyt.
Niebieska, twarda oprawa.
Wierzch nie porywa orginalnością, a to co jest w środku...
Musiałam być bardzo szczęśliwa czytając takie słowa.
Skutki uderzenia wody sodowej do głowy widoczne są do dziś.
Nie wyleczę się nigdy z naiwności.
I pożądania. Za przeszłością nie można gonić w nieskończoność.
Teraźniejszość brzmi rytmem Heartbeats.
Wysycha mój potok.
komentarze [0]galopujący Troll >> niedziela, 5 sierpnia 2007 21:58:05
Pisane w sentymencie.
Stanie ogólnego rozbiegania.
Po prostu nie nadążam.
Galopujący Troll, który boi się kupy gruzu przy drodze, to NIEBEZPIECZNY Troll! I pognał przed siebie jak wariat, w amoku nie zważając na nic. Dobrze, że droga była wystarczająca, by Wober mógł go wyprzedzieć i zajechać drogę. W innym przypadku pogalopowałby do stajni z prędkością światła.
A ja wraz z nim.
E-maile z Anglii też przychodzą zapierające dech w piersiach. Marta i co ja mam o tym wszystkim myśleć? No! Kobieto rozwiej moje wątpliwości!! A najlepiej przyślij USG tej małej fasolki!
Bo ja Tomasz niedowiarek.
Wakacje upływają na niczym.
Zero konkretów.
Pukam od spodu dna!
komentarze [2]Iljandi >> poniedziałek, 16 lipica 2007 16:20:58
Pytacie, a kto pyta nie błądzi.
Obrona piątkowo. Innej oceny się nie spodziewałam.
Może nie każda sesja szła gładko, ale zawsze potem było do przodu.
Zestresować się nie miałam kiedy.
Chyba i ochoty, bo było mi wszystko obojętne.
Teraz jeszcze czekają mnie dwa lata na UZ, by dobić do tego mgr.
Powinnam też prowadzić jakieś zapiski z jazd na Woberze.
I uczyć się, i powtarzać, i eliminować błędy.
Nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała okazję pracować z prywatnym koniem.
Daje znać, że żyje mimo upałów.
Wieczorem jeszcze wsiąde na Wobera.
Mama nadzieje, że będzie mi dane jeszcze coś tu napisać.
Brazilectro.
komentarze [1]cicho, ciemno. >> poniedziałek, 25 czerwca 2007 20:09:41
Spiekłam se pośladki. Teraz to śmiesznie wygląda. Następnym razem będę opalać się w stringach :>
Promyk wczoraj mnie nie oszczędził. Galopująca kąpiel błotna. O mały włos! Potem praca na kole. I znów galopada dzika na długiej ścianie.
2-go lipca mam obronę. Uczę się jak głupia, by zdać. A co potem? Potem to taki kabaret był :>
Między nami burza. Nigdy nie myślałam o Tobie w ten sposób. Za dużo słów powiedziałam. Bez sensu, przecież jest dobrze.
Zero planów na upały. Jedynie praca, praca, praca. Tylko trzeba ją dostać. CV rozesłane, kwalifikacje różne. Od wychowawcy kolonijnego do sklepowej.
Może do Deutschlandu wyjade. Język podszkole. Swój i tylko swój. Imperfect! Hochdetsch, nikt tam tak nie mówi. Germany.
Smells like teen spirit.
Cicho.
Ciemno.
Strachy na lachy.
komentarze [3]intuicja. >> wtorek, 5 czerwca 2007 19:18:31
Powinnam być zdziwiona i zaskoczona.
Ale z drugiej strony to dla mnie żadna nowość.
Jestem w kropce :D Co mam o tym myśleć?
Chyba się starzeję.
Zbyt dobrze znam tereny z Sebastianem.
Ale nie sądziłam, że tak się zakończy ten w grupie 8 osobowej.
Tym bardziej, że Bilard i Nagar to raczej początkujący.
Trzy, dwa, jeden - s t a r t ! !
I poszliśmy galopem jak przecinaki, wśród krętej dróżki między drzewami.
Przydałyby się jakieś gogle, bo szyszki wylatywały spod kopyt. I ziemia. I jakieś coś bliżej niezidentyfikowanego. Bilard nie zdążył nawet dupska do góry podrzucić, bo Liberum Seby nadał wręcz wyścigowe tempo.
W zasadzie to wydało mi się w pewnej chwili, że tyły krzyczą "S T O P". Ale informacja utknęła gdzieś w środku zastępu, a i oglądnąć się był strach. 6 pędzących za tobą koni to nie jest pocieszający widok, jeśli miałabyś zaraz zatrzymać się na jakiejś gałęzi.
I kiedy usłyszałam Sebastiana, i magiczne słowo "Kłusem" to aż poczułam ulgę. Pierwszy raz w życiu podczas galopu w terenie...
No tak, kolejne 5, 10, 15, 20 metrów, a my nadal w galopie. Widzę, że Seba za cholere nie może zatrzymać Liberum. A moja Aronia? Zwinęła się w kulkę i darła do przodu jak dzika. Z lasu wyjeżdżamy na pole (droga do nikąd), Seba skręca nagle w lewo i w miejscu zatrzymuje konia. Swojego. I tylko swojego.
Aronia poczuła wiatr w nozdrzach i przestrzeń. To już chyba dodaj, zaraz przejdzie w cwał. Oglądam się na boki, gdzie mogłabym wyhamować. Z lewej Miśka na Orliku - cwaniara, wybrała haszcze. Dalej w lewo jakaś niepewnie wyglądająca łąka. Nie chcę połamać klaczy nóg.
Na prawo Troll i Dominika. Jeszcze chwla i zaczęłyby się ścigać. Pada komenda "Skręcajcie na prawo". Ale jak, jak tu Troll? Powtarzam Dominice komende. Skręca. I ja.
Kłus, stęp. Uf. Z koni mamy zejść. Wszyscy są? Nagar jest, a jeździec? I ogłowie? Pysk ma konisko pocharatany, i zad. Z Miśką wsiadamy na konie i jedziemy szukać jeźdźca. A on idzie, zmartwiony, że zapomnieliśmy o nim. Ogłowie też się znalazło.
Teraz rozumiem, dlaczego niektórzy boją się jeździć z Sebą w teren. A te mity, które krążą po stajni. He he :D
To było w niedziele. Dziś dostałam 5 z rekreacji ruchowej. Za prawidłowe osiodłanie konia i za kłus. Fiu, fiu.
No i od dziś mam magistra w domu. Siostra, wiedziałam, że tak będzie. Teraz pójdziesz do pracy i się wyprowadzisz. Ciocią już też bym mogła zostać. A co!
Jak szaleć, to szaleć!
Iha.
komentarze [0]